Bardzo bliskie miejsca potrafią ukrywać sporo piękna…
Do miejsca ze zdjęć mam zaledwie kilka minut samochodem. Trzeba zboczyć nieco z głównej ścieżki, żeby znaleźć to, co tam najbardziej urzeka – brzozy, kwitnącą łąkę, dojrzewające zboże. Lubię to miejsce o każdej porze roku, niejedną sesję już tam zrobiłam. Zabrałam tam też Olę i Krzyśka. Dla mnie to niezwykłe – ogarnianie z gracją tylu maluchów, kiedy mnie starcza ledwie energii na jedno. A wszystko na luzie, ze spokojem. I z wielką energią. Podziwiam 🙂 Niezwykłe jest, że gdzieś w tym chaosie, który tworzą dzieci, można tak odnajdować siebie nawzajem. Życzę Wam tego na całe życie! 🙂
PS Takich miejsc jak to znam kilka. Znam ich zakamarki, najpiękniejsze na zdjęciach. Dlatego zdajcie się na mnie w kwestii miejsc do sesji plenerowych 🙂